Autentyczna historia z jednej z wiejskich podwarszawskich parafii. Wikariusz tejże wspólnoty miał na imię bardzo pięknie: Jarosław.
Któregoś bardzo późnego wieczoru jakaś jego znajoma pomyliła przycisk domofonu i wcisnęła dzwonek do proboszcza, od razu mówiąc: - Ja do Jarka. Proboszcz, niewiele myśląc odpowiedział: - A dziękuję, ale nie mamy krowy. Dojarka niepotrzebna.