Droga Krzyżowa: uczniowie misjonarze

WSTĘP

„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” – te słowa Pana Jezusa, które zanotował św. Marek na końcu spisanej przez siebie Ewangelii są jakby doprecyzowaniem hasła tegorocznego roku duszpasterskiego – „Uczniowie-misjonarze”. Choć zwykle pierwszym skojarzeniem na słowo „misjonarz” jest wizja kogoś posługującego w najdalszym końcu świata, to Kościół chce nam w tym czasie przypomnieć, że misjonarzem można być tak samo w małej afrykańskiej wiosce, jak i w swoim rodzinnym domu.  Tym całym światem, który potrzebuje dowiedzieć się o miłości Pana Boga może stać się ktoś z mojego najbliższego otoczenia. Wchodząc dziś z Jezusem na Jego drogę krzyżową zechciejmy uczyć się co to znaczy, że każdy z nas jest powołany by być uczniem-misjonarzem.
 
I. Jezus na śmierć skazany
Pan Jezus powiedział kiedyś o sobie, że jest Prawdą. Stojąc przy stacji sądu Piłata wyraźnie widzimy, że to właśnie za prawdomówność Jezus został skazany na śmierć. Kłamstwo jest grzechem, o którym przypomina nam ósme przykazanie. Jednak my nauczyliśmy się je łagodzić na wiele sposobów - że to tylko w ważnych sprawach, a w takich codziennych małej wagi to nic złego, że to może tylko jakieś niedopowiedzenie, że w sumie nikomu nie zaszkodziliśmy, a może nawet lepiej dla kogoś, że nie powiemy mu prawdy, że przecież inni też tak robią. Jesteśmy naprawdę bardzo kreatywni w samousprawiedliwianiu się, aby tylko nie przyznać się, że nie umiemy żyć w prawdzie. Jeśli myślisz, że Ciebie to nie dotyczy, to spróbuj z uwagą w tym zakresie przeżyć kilka dni i zobacz ile często fałszu, zakłamania, oszustw jest w Twoim życiu.
Jezu, który za cenę prawdy zapłaciłeś swoją Krwią daj mi łaskę naśladowania Ciebie w byciu człowiekiem uczciwym i prawdomównym. Może jedyną misją, na jaką mnie wysyłasz jest mówienie prawdy w każdym środowisku, w którym żyję i w każdej sytuacji. Obym w świecie pełnym fałszu potrafił świadczyć, że można i warto żyć inaczej.
 
II.  Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
Coraz częściej w przestrzeni publicznej krzyż zaczyna być traktowany jako bezużyteczny przedmiot, który bezkarnie można wyśmiać, zdjąć z miejsca, gdzie się znajdował, a nawet wyrzucić do kosza. W tym zakresie każdy, kto chce być uczniem Jezusa powinien sobie zadać pytanie o swój własny stosunek do znaku krzyża, a także o odwagę wystąpienia w jego obronie zawsze wtedy, gdy zajdzie taka potrzeba. Jednak głosić Chrystusa oznacza także świadczyć o Miłości ukrzyżowanej. Dziś wielu ludzi jako argument niewiary w Boga wskazuje na bezsens cierpienia, które jest w świecie. I właśnie takim ludziom trzeba zalecać wpatrywanie się w krzyż Chrystusa, na którym dobry Bóg, w którym nie ma ani szczeliny zła, doświadczył śmierci z ręki grzesznika. Każdy z nas jest tym, który wkłada na ramiona Jezusa krzyż swoich grzechów, a On w milczeniu go przyjmuje i z miłością aż do ostatniego uderzenia swojego serca patrzy na każdego z nas.
Jezu Ty wiesz, że ja nie pojmuję tego co dla mnie zrobiłeś. Nie potrafię swoim ludzkim umysłem ogarnąć jak wielką poniosłeś dla mnie ofiarę. Proszę Cię, aby cokolwiek mnie w życiu spotka, nigdy nie dał sobie wmówić, że nie jesteś dobry, albo że nie istniejesz. W tym świecie, który jest tak bardzo poraniony daj mi być znakiem, że w każdym cierpieniu, którego doświadczamy jesteś bliżej nas niż potrafimy to sobie wyobrazić.
 
III. Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem
Ciężko iść gdziekolwiek, jeśli nie znasz celu, ale znając go, a nie mając odpowiedniej motywacji, to także stanie się niemożliwe, bo życie dostarczy Ci wystarczająco dużo powodów do upadków, z których nie wstaniesz, jeśli nie będziesz wiedział jak i po co. Jezus wysyłając uczniów z misją głoszenia Ewangelii, choć posłał ich bez niczego, to jednak zaopatrzył ich w swoje Słowa, które wcześniej im tłumaczył. My także mamy Jego Słowo spisane pod natchnieniem Ducha Świętego – Pismo Święte. Co jakiś czas z ambony pada zachęta – czytajcie Słowo Boże, medytujcie nad Nim. Z jaką reakcją spotyka się to u Ciebie? Nosimy w sobie tyle pytań, tyle niewiadomych, a w Piśmie Świętym są na nie wszystkie odpowiedzi, ale potrzebujesz czytać, szukać i przyjmować je do serca. Co Cię powstrzymuje, aby w końcu spotkać się z Żywym Słowem Pana? 
Jezu, Ty wiesz, że często mój grzech lenistwa i zaniedbania popycha mnie w kierunku lęku, że nie poradzę sobie w tym świecie. Proszę Cię rozpal we mnie pragnienie spotykania się z Twoim Słowem. Niech ono będzie tak silne, by domagało się zaspokojenia. Ucz mnie odnajdywać tam mądre wskazania nie tylko jak wstawać ze swoich upadków, ale także jak innych z nich podnosić.
 
IV.  Jezus spotyka Matkę swoją
Wydawać się może, że w naszej polskiej pobożności Maryja wysuwa się czasem nawet na pierwszy plan. Wielu ludziom łatwiej do Niej się zwracać w modlitwie, bardziej z Nią niż z Jezusem wchodzić w zażyłą relację. Z pewnością warto co jakiś czas przyjrzeć się temu, jak to wygląda u ciebie z taką świadomością, że zdrowa pobożność maryjna zawsze prowadzić będzie do Jezusa. Warto zadać sobie pytanie, na ile ja naśladuję Maryję. Nie wystarczy odmawiać różaniec, ale przesuwając kolejne paciorki potrzeba wchodzić w głąb siebie, by jak Maryja w swoim sercu rozważać wszystkie sprawy codzienności. Prawdziwa pobożność maryjna będzie nas prowadzić do większej pokory, wiary pomimo braku namacalnych dowodów i zaufania, które czasem przeczy rozumowi. Jeśli tak nie jest, to może poprzestajemy na bezmyślnym recytowaniu znanych formuł.
Jezu jest dla mnie bezcennym prezentem to, że ofiarowałeś mi swoją Matkę. Moim zadaniem jest uczyć się od Niej ciągle tego, by nie uciekać od Boga wtedy, gdy Go nie rozumiem. Jako Twój uczeń chcę być do Maryi podobny także w tym, by nie stawiać siebie na pierwszym planie, ale żyć w taki sposób, by inni widząc moje dobre uczynki chwalili Boga, a nie mnie.
 
V.  Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi
„Zawsze głoście Ewangelię, a gdyby okazało się to konieczne, także słowami!” – tak papież Franciszek zwracał uwagę na głoszenie Ewangelii w pierwszej kolejności świadectwem swojego życia. Uczeń Jezusa to ktoś, kto potrafi dostrzec drugiego człowieka z jego potrzebami. To ktoś, kto nie przechodzi obojętnie obok innych, bo akurat nie ma czasu albo uważa, że coś go nie dotyczy. Uczeń Jezusa przyjdzie z potrzebą drugiemu także wtedy, a nawet zwłaszcza wtedy, gdy po ludzku nie ma na to ochoty, bo wie, że miłość przejawia się w przekraczaniu samego siebie. To naprawdę chodzi o proste gesty ludzkiej życzliwości jak przytrzymanie komuś drzwi, przepuszczenie w kolejce czy poniesienie zakupów starszej osobie.
Jezu, Ty znasz każdą intencję mojego działania i wiesz, że czasem zachowuję się jak Cyrenejczyk, którego trzeba przymusić, by coś zrobił. Wiesz także, że zdarza mi się udawać, że nie widzę, że mógłbym posłużyć bliźniemu, ale przecież Ty doskonale widzisz każdy mój grzech zaniedbania. Daj mi Jezu łaskę pójścia za słowami Papieża Franciszka, aby „wstać z kanapy i iść zmieniać świat”, bo przecież jest to zaproszenie, aby stać się tak bliskim towarzyszem na Twojej drodze.
 
VI.  Weronika ociera twarz Jezusowi
Masz w swoim środowisku rodzinnym, w pracy, albo w sąsiedztwie osobę, której nikt nie lubi? Której inni dokuczają? Która jest powodem drwin? Może doświadczyłeś sam takiej sytuacji w latach szkolnych albo w pracy zawodowej. Jezus na swojej drodze krzyżowej pewne też musiał czuć coś podobnego, gdy rozwrzeszczany tłum wokół Go wyśmiewał, żołnierze bili, a Szymon Cyrenejczyk pomógł tylko dlatego, że go zmusili. To naprawdę nie jest łatwe zadanie, aby wobec tłumu ludzi wypowiedzieć przeciwne do wszystkich zdanie, aby stanąć w obronie kogoś i tak po ludzku okazać mu wsparcie i solidarność. Zawsze w takiej sytuacji narażamy się na ryzyko, że także nam ktoś przyklei łatkę, że to za chwilę nami mogą zacząć pogardzać. Tym co może nam pomóc pokonać nasz lęk w takiej sytuacji jest uzmysłowienie sobie, że w tym krzywdzonym człowieku jest obecny Chrystus i właśnie takie patrzenie na innych powinien mieć każdy Jego uczeń.
Jezu, choć nie byłem przy Tobie na Twojej drodze krzyżowej, to nadal mam wiele okazji, aby ocierać Twoje poniżone i udręczone Oblicze obecne w twarzach moich sióstr i braci. Zawsze wtedy, gdy z drugiego człowieka zdejmę choć małą cząstkę bólu, którego on doświadcza, to w mojej duszy maluję Twój obraz. Daj mi Panie łaskę dostrzegania Ciebie w każdym bez wyjątku człowieku.
 
VII.  Jezus po raz drugi upada pod krzyżem
Pewnie wielu z nas miało czasem takie myśli – Panie Boże, dlaczego właśnie mnie obdarzyłeś łaską wiary? Tak wielu ludzi wokół, czemu innych nie dotknąłeś tak mocno i wyraźnie, aby byli tu teraz z nami? Zatem, skoro dałeś mi się poznać, to czego ode mnie oczekujesz? Czy ja właściwie wypełniam Twoją wolę? A w ślad za tymi pytaniami przychodzą kolejne myśli – nie nadaję się, są lepsi, nie mam odwagi być bezbronną owieczką pośród świata zamieszkanego przez wilki. Nie wyznaczaj mi zadań, których nie udźwignę, nie stawiaj w obliczu prób wiary. Znasz to? Odnajdujesz się w tym? Jeśli tak, to bardzo dobrze. Bo prawdziwa wiara jest żywą relacją, w której doświadczamy tego, co tak bardzo ludzkie. Ale jednocześnie mając świadomość swojej małości nie idź za tym, co próbuje Cię zniechęcić i zawrócić z obranej drogi. 
Jezu, Ty powiedziałeś do Siostry Faustyny – „Nie za pomyślny wynik nagradzam, ale za cierpliwość i trud dla mnie podjęty”. Pragnę nie skupiać się na moich słabościach i pokusach, których doświadczam, ale każdego dnia chcę na nowo wybierać drogę bycia Twoim uczniem. Daj mi patrzeć na siebie Twoimi oczami i dostrzec wewnętrzne piękno, które jest podobieństwem do swego Stwórcy.
 
VIII.  Jezus pociesza płaczące niewiasty
Stojąc przy poprzedniej stacji patrzyliśmy na nasze obawy związane z byciem uczniem Jezusa. Teraz chcemy spojrzeć na przeciwieństwo tego stanu, gdy świadomość wybrania przez Pana prowadzi nas do pychy i wywyższania się w taki sposób, że o osobach niewierzących myślimy jak o kimś gorszym. Kiedy może niby okazujemy swoje zatroskanie, a jednocześnie w głębi serca pojawia się poczucie – jestem lepszy. Otóż nie jesteś. Nie jesteś lepszy. Warto to zdanie wbić sobie mocno w pamięć i powtarzać je zawsze wtedy, gdy pomyślisz o kimś drugim źle. Już samo to, że oceniamy drugiego człowieka nie znając jego intencji jest złe, ale niewłaściwe jest przede wszystkim podejście, w którym próbujemy zestawiać się z drugim człowiekiem zamiast zobaczyć jak wiele brakuje nam do Boga, na którego podobieństwo jesteśmy przecież stworzeni.
Jezu, Ty głosząc Ewangelię wzywałeś do nawracania się. Kształtuj moje sumienie tak, abym w szczerości swojego serca dostrzegł, że uczeń Jezusa, nawet jeśli jestem nim już wiele lat, stale wezwany jest do nawracania się. Daj mi łaskę płakać nad każdym moim grzechem, bo nawet taki malutki jak okruszek jest raną, którą zadaję Tobie.
 
IX. Jezus po raz trzeci upada pod krzyżem
Po raz kolejny upadasz. Może to już kilkadziesiąt albo kilkaset upadków w twoim życiu. I może czasem pojawia się taka myśl – jak to zmienić, aby nie potykać się wciąż o te same grzechy? Chociaż do końca życia będziemy musieli się z nimi zmagać, to są różne sposoby, aby sobie tę walkę ułatwić. Jednym z nich jest modlitwa. Być może wielu z nas pomyślało właśnie – u mnie nie ma się czego przyczepić. Ostatecznie przecież jestem na Drodze Krzyżowej, choć nie mam obowiązku, a ponadto bez zarzutu wypełniam obowiązek Mszy świętej niedzielnej. Może nawet każdego dnia mówię pacierz, różaniec i inne modlitwy. Ale … no właśnie. Modlitwa to jest ROZMOWA z Bogiem. A zatem zastanów się raz jeszcze – nie pytaj siebie czy mówisz modlitewne formuły, czy jesteś na Mszy świętej czy jakimś nabożeństwie, ale czy ty się modlisz czyli czy rozmawiasz z Bogiem? Wyobraź sobie sytuację, w której każdego dnia zwracając się do swojego współmałżonka, dziecka czy innej osoby recytujesz te same zdania, po czym bez oczekiwania na reakcję odchodzisz. Śmieszne prawda? A tak właśnie często wygląda to, co nazywamy modlitwą, a co w rzeczywistości nią nie jest. 
Jezu, Ty stałeś się człowiekiem po to, aby zbliżyć się do mnie, a powołując uczniów jako pierwszy cel chciałeś, by oni Tobie towarzyszyli. Ucz mnie jak budować z Tobą relację podobną do tych, jakie mam z innymi ludźmi. Ucz mnie bardziej słuchać Ciebie niż mówić. Pragnę, by moje słowa do Ciebie nie stały się podobne do recytowanych wierszyków, ale były prawdziwym i szczerym opowiadaniem Ci o sobie. 
 
X.  Jezus z szat obnażony
Jak wielką łaską jest dojść do takiego etapu w swoim życiu, żeby zobaczyć, że wszystko to, co wydaje mi się, że posiadam, tak naprawdę nie jest moje. Każde dobro na tym świecie – nie tylko materialne, ale także nasze zdrowie, talenty, wizerunek, to wszystko przeminie najpóźniej z chwilą naszej śmierci. Wszystko to, o co tak mozolnie zabiegamy, o co się troszczymy ostatecznie będziemy musieli zostawić. Dziś świat nie chce tego przyjąć, choć jest to oczywiste. Stąd gdy ktoś umiera, to często pojawiają się pretensje skierowane do Boga, że zabrał kogoś w złym momencie. Jednak to, co u wielu wywołuje rozgoryczenie, dla ucznia Jezusa powinno być wyzwalające. Stąd błogosławieństwo o ubogich w duchu, bo człowiek, którego serce jest zawsze u Boga jest wolny i szczęśliwy, gdyż nie przywiązuje się do tego, co i tak ostatecznie utraci.
Jezu, który umierając na krzyżu byłeś tak samo ubogi jak rodząc się w betlejemskiej grocie ucz mnie, że i ja odchodząc z tego świata niczego ze sobą nie wezmę. Chcę oddać swoje życie pod całkowite Twoje panowanie, rozporządzaj mną tak jak chcesz i zabieraj to, co oddala mnie od Ciebie.
 
XI.  Jezus do krzyża przybity
„A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena”. Znamy te słowa. Wiemy, że obok trzech wymienionych kobiet pod krzyżem stał także Jan. Mała wspólnota ludzi, którzy stali się dla siebie wzajemnie oparciem w tej bolesnej chwili. Jezus wiedząc, że za chwilę umrze oddaje swoją Matkę pod opiekę ucznia. Nie chce, aby ona pozostała sama i bez pomocy. Wiemy, że gromadzenie ludzi we wspólnocie było dla Jezusa ważne. Stąd grono apostołów czy wysyłanie uczniów po dwóch na misje, a nie pojedynczo. Samemu jest nie tylko trudniej. Samemu przede wszystkim trudniej nauczyć się kochać. We wspólnocie możemy sobie pomagać, wzajemnie się ubogacać, ale też uczyć się cierpliwości, przebaczania i wielu innych rzeczy.
Jezu, Ty nikogo z nas nie stworzyłeś do bycia samotnym. Naucz mnie dostrzegać ogromną wartość wspólnoty, także tej parafialnej czy mniejszej w ramach konkretnej grupy. Pomóż mi odnaleźć swoje miejsce wśród osób, gdzie będę mógł służyć innym i wzrastać duchowo. Daj mi czerpać z różnorodności wspólnoty Kościoła, ale także samemu wnosić w nią moje talenty i stać się jej aktywną cząstką.
 
XII.  Jezus umiera na krzyżu
„Krew męczenników jest posiewem chrześcijan”. Ta słynna sentencja Tertuliana, która odnosiła się do prześladowania chrześcijan podkreśla paradoks, w którym śmierć fizyczna jednych ludzi przyczynia się jednocześnie do duchowego odrodzenia innych. Jezus nigdy nie ukrywał przed uczniami, że jeśli będą Go naśladować, to może spotkać ich za to męczeństwo. I choć minęło dwadzieścia wieków to dziś także w różnych miejscach na świecie każdego dnia chrześcijanie są zabijani za przyznawanie się do swojej wiary. Wielu świętych wypowiadało się, że zginąć za Jezusa jest łaską i niezasłużonym darem. Słowa tak mocne, że trudno nam je pojąć, co tylko oznacza, jak daleko nam jeszcze do postrzegania rzeczywistości Bożymi oczami.
Jezu, w miejscu w którym żyję raczej nie spotka mnie męczeńska śmierć, ale to nie znaczy, że każdego dnia nie mam umierać dla siebie, by żyć coraz bardziej dla Ciebie. Pragnę rezygnować ze swoich egoistycznych pragnień i bardziej niż do tej pory skupić się na potrzebach innych ludzi. Spraw, abym kiedyś za św. Pawłem mógł powiedzieć – „dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk”.
 
XIII.  Jezus z krzyża zdjęty
Tym, co może zadziwiać w scenie śmierci, a potem zdjęcia Jezusa z krzyża jest spokój Maryi. Żaden z Ewangelistów nie notuje, aby rozpaczała, próbowała wpływać na bieg wydarzeń czy miała pretensje do kogokolwiek. Ta pełna bólu a jednocześnie milcząca postawa Maryi znajduje odzwierciedlenie w licznych pietach, w których artyści ukazywali martwe ciało Jezusa złożone w ramionach Matki. Jest to niezwykłe, że od chwili Zwiastowania aż do teraz Maryja wszystko z ogromnym pokojem przeżywa w swoim wnętrzu, choć myśląc po ludzku mogłaby mieć wiele pretensji do Boga, który choć Ją wybrał na Matkę swojego Syna, to niczego Jej w życiu nie oszczędził.
Jezu, w czasie kiedy tak mocno pochłania mnie lęk o pokój na świecie daj mi łaskę wprowadzenia najpierw pokoju w swoim sercu. Zapraszam Cię do niego, abyś rozświetlił swoją obecnością każdy mój niepokój, abyś zabrał każdy żal i pretensje, abyś nauczył mnie panować nad swoimi emocjami. Będąc uczniem także w szkole Maryi pragnę Ją naśladować w szukaniu Twojej woli i zgodzie na to, że wszystko co mnie spotyka jest niezbędne dla mojego uświęcenia.
 
XIV.  Jezus do grobu złożony
Jezus do tego stopnia był ubogim na tym świecie, że nawet grób otrzymał od obcego człowieka. Józef z Arymatei już po śmierci Jezusa przyczynił się do dopełnienia Jego ziemskiej misji. Przy tej ostatniej stacji zatrzymajmy się na chwilę nad materialną stroną wsparcia misjonarzy. Słysząc „misje” pewnie pierwszym skojarzeniem jest – będzie składka. I trzeba przyznać, że potrafimy być hojni zwłaszcza wtedy, gdy jakiś misjonarz z dalekiego kraju osobiście opowie nam o swojej pracy. To materialne zaplecze jest niezbędne do głoszenia Ewangelii na krańcach świata, ale nie będzie dobrze, jeśli stanie się tylko usprawiedliwieniem naszego sumienia, na którym poprzestaniemy. Będzie darem serca, gdy będzie spójne z całą naszą postawą ucznia, a nie wtedy, gdy będzie zamiast wszystkiego innego do czego Pan nas zaprasza.
Jezu, uczyń moje serce hojnym i spraw, abym potrafił dzielić się z potrzebującymi nie tylko tym, co mi zbywa, ale jednocześnie pozwól mi dostrzec, że będąc Twoim uczniem mam głosić Ewangelię każdym swoim słowem, czynem i talentem który posiadam. Naucz mnie wszystko to czym dysponuję traktować jak środek do wypełniania misji, w którą mnie posyłasz.
 
 ZAKOŃCZENIE
Być uczniem-misjonarzem Jezusa, to nie jest zajęcie dla wybranych, ale dla każdego z nas. To nie jest także zadanie, które przekracza nasze możliwości, albo wymaga jakichś środków, które są poza naszym zasięgiem. Być uczniem oznacza pozostać wiernym Bogu w najdrobniejszych chwilach codzienności, z których utkane jest nasze życie. To stanie na straży wartości, które kiedyś były dla wszystkich oczywiste, a dziś wydają się być nie z tego świata. Zawsze wtedy, gdy droga głoszenia Dobrej Nowiny stanie się dla nas doświadczeniem krzyża pamiętajmy o słowach naszego Pana – „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata”.
 
(EK)