
Pewien Europejczyk wkrótce po przybyciu do USA został poproszony o wygłoszenie mowy na bankiecie, zorganizowanym w jednym z wielkich hoteli Chicago. Postanowił wybrać się w podróż do tego miasta wynajętym samochodem.
Pech chciał, że gdy był już prawie na miejscu, zabrakło mu benzyny. Wysiadł z samochodu, by poprosić kogoś o pomoc. Jednak kierowcy samochodów, którym tarasował drogę, witali go wyzwiskami i rykiem klaksonów. Stał więc bezradny wśród niechętnych mu, obcych ludzi i nie miał pojęcia, co dalej robić. Nieoczekiwanie jeden z mijających go kierowców opuścił szybę w oknie swojego zardzewiałego gruchota i powiedział coś niezrozumiałą angielszczyzną.
- Chwała Bogu, że ten człowiek tak źle mówi po angielsku – pomyślał pechowy kierowca. – Przynajmniej nie rozumiem jego obelg.
Po piętnastu minutach stary samochód pojawił się znowu. Kierowca wysiadł i bez słowa podał nieszczęśnikowi karnister z benzyną. Okazało się, że specjalnie zjechał z autostrady na stację benzynową, pożyczył karnister i przedarł się przez gąszcz pojazdów, by przyjść z pomocą potrzebującemu.
- Wygląda pan na kogoś, kto jest tu od niedawna – powiedział. – Ja niedawno przyjechałem z Puerto Rico. W tym mieście nikt panu nie pomoże.
Czy o twoim mieście krążą podobne opinie?
(jarkwi)
5.08.2025 r.